WAŻNE >> sobota, 26 kwietnia 2008 18:09:46
łoch...ale sie zapuściłam xD od miesięcy tu nie byłam :D:D (a jeszcze wiecej nic nie pisałam ^^)
Otóż jak widać po tym, że nowego rozdziału nie ma blog zawieszony ^^ ale wciąż istnieje bo wciąż mam nadzieje że uda mi sie go napisac ^^
Ale ni hu hu ^^ wiem ze nie uda mi sie :D
A poza tym moje poprzednie rozdziały wcale a wcale mnie nie zadowalają więc mam zamiar napisać to od początku ^^ Nie podoba mi sie to jak to pisałam ^^ Jak jakis lamus xP tak więc pisze ją od nowa ^^ znaczy sie xD zabiore sie za to w długi łikend xP
Nio to wszystko ^^

Aha jeszcze jedno

Mam prośbę do tych co jeszcze wchodzą na tego bloga ^^
Byłoby mi miło jak gdybyście informowali mnie o nowościach u was na gadu gdyż ponieważ bardzo rzadko wchodze na tego bloga a nie chce mieć zaległości (i tak już je mam xP)
Tak wiec mój numer to: 1363898
Prosze was piszcie ^^

to już wszystko :)
Ahoy ^^
komentarze [6]

Szkoła... >> niedziela, 9 września 2007 19:47:49
No wiec zaczeła sie szkoła. Klasa 1 liceum :/ co za tym idzie wiecej nauki niz w gimnazjum. a do tego mam rozszerzony polski i historie (tragedia) wiec poważnie zastanawiam sie czy nie zawiesić ba nawet usunąć tego bloga....drugi powód jest taki, ze mam słomiany zapal...no niestety....niby coś tam pisze ale zatrzymuje sie w jednym miejscu i nie moge nic wymyslec...a jak wymysle to 50 razy poprawiam :/ nie widze sensu abyscie mieli czekac wiecznosc na rozdzial o on moze sie w życiu nie pokazać...tak wiec chciałam was przeprosić...ale jeszcze wciaz sie nad tą decyzją zastanawiam...a tak poza tym to chciałam przeprosic rowniez osoby ktorych opowiadan jeszcze nie przeczytałam choc obiecałam...poprostu uzależniłam sie narazie od pewnego forum i ono pochlania moj caly wolny czas :/ nie jestem z tego zadowolona ale nie potrafie sie od niego uwolnic....przepraszam....
komentarze [23]

WENA WRÓCILA!!! ALE... >> sobota, 14 lipica 2007 18:44:54
Tak moja wena już wróciła ale nic nie napisałam bo miałam 9-letnią kuzynkę na głowie, która łaziła za mną krok w krok więc nie mogłam nic napisać wdzień a w nocy to mi się chciało spać :D Ale spox ona już pojechała. Lecz notka będzie dopiero w sirpniu bo jutro wylatuję do Anglii na dwa tygodnie a do jutra na bank nie skończę drugiego rozdziału :D

Mam do was wszystkich prosbę...Czy moglibyście mnie ciągle informować o nowych notkach jakie pojawią się u was przez te dwa tygodnie i jakie pojawiły się ale zapomnieliście mi o nich powiedzieć? Bardzo mi na tym zależy. Więc jak? Będziecie informować? :) Bo jak tak to ja jestem wam dozgonnie wdzięczna :))

Boskich wakacji Wam życzę ;]
Do zobaczenia za dwa tygodnie :))
Ahoy ;)
komentarze [29]

Problem... >> poniedziałek, 4 czerwca 2007 18:30:46
No więc (wiem, wiem. Zdania nie zaczyna się od "no więc" ale co tam ;)) przed chwilą w Multikinie na "Piraci...:Na Krańcu Świata"...uch...aż brakuje słów taki ten film wspaniały. Normalnie to chyba jest moja ulubiona część...Powiem szczerze, że totalnie mnie zaskoczyła. Serio! Ze zdjęć i z zwiastunu całkiem innaczej to sobie wyobrażałam...ale wszystko jest niesamowite...Obejrzyjcie to czym prędzej (jak musze to sobie ściągnąć bo nie wytrzymam jak jeszcze ra sobie tego nie obejrze) Ale teraz powiem o co mi dokładnie chodzi...No więc ten film troche pokrzyżował mi plany związane z moim opowiadaniem. Gdybym miała z 10 rozdziałów to w ogóle nie byłoby tej notki, ale nawet nie mam drugiego więc...Dlaczego film pokrzyżował mi plany? Ci co widzieli ten film to zrozumieją pewnie o co mi biega...nie będę dużo mówić aby tym co jeszcze nie oglądali nie posuć frajdy :) Will...savvy? Nie? Hm...to nie wiem jak wam wytłumaczyć :PP No cóż...w każdym razie zastanawiam się czy nie zacząć od nowa...no kurde molek! Nie mam pojęcia co mam robić ciągnąć to czy pisać nowe...? Pomocy!
Nawiasem mówiąc...Dziś zaniosłam podanie do liceum (musiałam sie pochwalić :PP) i nie dodoałam tej notki bo:
1. nie skończyłam jej jeszcze.
2. nie mam na to czasu bo zbliża się koniec roku i trzeba poporawiać oceny :)
Pozdrawiam i oczekuje pomocy :(
komentarze [25]

Przepraszam... >> poniedziałek, 16 kwietnia 2007 19:22:37
Bardzo was przepraszam ale nie dodam w tym miesiącu rozdziału II bo już za 8 dni mam egzaminy a pod koniec kwietnia bierzmowanie więc nie mam za dużo czasu...(strasznie się boję tych testów :( ) Mam nadzieję, że nie będziecie mi mieli tego za złe...Nie, napewno nie porzucam tego bloga. Tylko robię przerwę bo muszę :) Ej! Ale informujcie mnie o nowych notkach u was!! xD
Ahoy
komentarze [34]

Rozdział I >> poniedziałek, 26 lutego 2007 19:19:59
No więc dodaje rozdział. Przepraszam, że dopiero teraz, ale 1.szkoła 2.brak czasu 3.wena mi uciekła (ale już wróciła :D). No ale już jest pierwszy rozdział :) Szczerze mówiąc to chyba nie wyszedł mi ten rozdział :( no ale oceńcie sami. Tak więc zapraszam na notkę :) A jeszcze jedno...ojciec Nicole został powieszony za spiskowanie przeciw koronie (miałam to dodać ale tak jakoś zapomniałam :P)
Do Sam: Nicole w prologu miała 13 lat :)


"Ucieczka"

Port Manson, rok 1677

Nad portem powoli wstawało słońce. Jego mieszkańcy wciąż smacznie spali. Tylko w jednym domu powoli budziła się 20-letnia dziewczyna. Jej piękne blond włosy z gracją opadały na ramiona. Usiadła na łóżku. Głośno ziewając rozejrzała się po pokoju. Spojrzała najpierw na okno, potem na krzesło, przez które przewieszona była suknia aż w końcu jej niebieskie oczy zatrzymały się na szkatułce, która stała na stoliku koło krzesła. Dziewczyna zawahała się. Po chwili namysłu podeszła do niej i ostrożnie ją otworzyła. Na dnie spoczywał medalion. Na jej twarzy pojawił się blady uśmiech, który znikł tak szybko jak się pojawił. Kolejny raz dopadły ją straszne wspomnienia sprzed siedmiu lat. Kolejny raz jej oczy zaszkliły się łzami. Było tak za każdym razem, gdy go oglądała. Gdy zamieszkała u swojej cioci schowała go w tej szkatułce. Wyciągała go tylko wtedy, gdy chciała przypomnieć sobie swoją mamę. Lecz dzisiaj po raz pierwszy przyjrzała się mu uważnie. Na jednej stronie medalionu widniał wodospad a pod nim napis: „Isla de Osca”, a z drugiej strony napis: „Tylko ten, kto posiada medalion odnajdzie skarb”. Blondyna zastanawiała się, co to wszystko znaczy. Z rozmyślań wyrwały ją odgłosy za drzwiami. „Służba się obudziła”- pomyślała i założyła medalion na szyje. Podeszła do krzesła i chwyciła suknie. Ruszyła w kąt pokoju gdzie stał parawan. Tam pospiesznie się ubrała. Usłyszała pukanie do drzwi.
- Chwileczkę!- krzyknęła wychodzą zza parawanu. Jeszcze raz rozejrzała się po pokoju. Spojrzała na szafę i wydała zduszony okrzyk. Na szafie leżał pistolet. Podbiegła do szafy, ściągnęła pistolet i zastanawiała się gdzie go schować.
- Panienko Nicole.- usłyszała głos służącej za drzwiami – Czy panienka już wstała?
- Poczekaj Rosmerto!
Nicole pospiesznie otworzyła szafę. Wrzuciła do niej pistolet i trzasnęła drzwiczkami. Podeszła do łóżka, usiadła i poprawiła włosy.
- Rosmerto! Możesz już wejść!
W drzwiach ukazała się młoda kobieta. Jej czarne włosy były upięte w kok jak u każdej służącej. Na czarną sukienkę założony miała biały fartuch. W rękach trzymała pranie.
- Och jak dobrze, że panienka już wstała. Panna Lily mówiła, że jak jeszcze śpisz to mam cię obudzić panienko. Ale nie było takiej potrzeby…
- Dlaczego ciocia chciała mnie obudzić? Zwykle tego nie każe.- przerwała jej nieco zdziwiona Nicole.
- Panna Lily chcę cię widzieć dzisiaj na śniadaniu panienko.
- A o któóóóej? – spytała ziewając.
- Panienko! Nie przystoi damie ziewać!- oburzyła się Rosmerta.- Śniadanie będzie o ósmej. I ma się panienka nie spóźnić, bo panna Lily chce panience kogoś przedstawić.
- Znowu?- jęknęła – Kto to będzie tym razem?
- Tego panienko to ja nie wiem.- odpowiedziała Rosmerta kierując się z praniem do szafy.
- Nie!- krzyknęła Nicole wstając z łóżka.- To znaczy…zostaw to Rosmerto. Sama to zrobię.- dodała szybko widząc zdziwioną minę służącej.- A teraz odejdź i powiedz mojej cioci, że pojawię się na śniadaniu punktualnie.
- Dobrze panienko.
Nicole odprowadziła Rosmertę wzrokiem. Gdy zamknęła za sobą drzwi Nicole z ulgą rzuciła się na łóżko. „Ciekawe, kogo chce mi ciocia przedstawić. Pewnie kolejnego kandydata na męża. Ech…” Nicole wpatrywała się w sufit, marząc, aby uciec od tego życia. Oddałaby wszystko, aby móc siać postrach na morzu. Nigdy się nie zastanawiała skąd ma taki pociąg do piractwa. Zresztą nie wiele ją to obchodziło. Od dziecka marzyła, aby zostać piratką. Ale Nicole westchnęła głośno. Dobrze wiedziała, że jej marzenia nigdy się nie spełnią. Za to już dzisiaj może mieć narzeczonego. Nicole z ciężkim sercem wstała ponownie z łóżka i zaczęła się szykować na śniadanie. „Oby ten kandydat był przystojny a nie jak ten ostatni.” Wzdrygnęła się na samą myśl.
Dwie godziny później do Nicole ponownie przyszła Rosmerta.
- Panienko!
- Hm?
- Panna Lily już czeka na ciebie panienko.
- Dziękuje Rosmerto. Przekaż jej, że zaraz zejdę.
Nicole przeglądała się w lustrze. Bała się tego spotkania. Bała się, że ten kawaler spodoba się jej ciotce. To by była katastrofa. Będzie ją męczyć, żeby przyjęła jego oświadczyny. Będzie mówić, jaki to on jest wspaniały, inteligentny i przystojny. Jej ciotka za każdym razem powtarzała to samo: „Już czas abyś wyszła za mąż Nicole”. Często się o to kłóciła z ciotką. Ich kłótnie kończyły się zawsze jednym: Ciocia następnego dnia zapraszała kolejnego kandydata. Nicole spojrzała w lustro. „Przecież mam dopiero 20 lat - myślała – i mam już wychodzić za mąż? Nie ma mowy.” Podeszła do okna i ujrzała statek, który szykował się powoli do odpływu. Nagle do głowy wpadł jej pomysł.
- Nicole! – usłyszała wołanie swojej ciotki.
Nicole westchnęła, po czym wyszła z pokoju. Powoli schodziła po schodach. Bała się tego spotkania. Coraz ciężej jej się oddychało. Nagle zatrzymała się. Ujrzała mężczyznę w siwej peruce na głowie stojącego tyłem do schodów. Nicole miała wrażenie, że gdzieś już tego człowieka widziała. Obok niego stała jej ciotka, która zawzięcie słuchała każde jego słowo. Ciotka podniosła nieco głowę i zobaczyła Nicole wciąż stojąca w połowie schodów.
- Ach…W końcu się zjawiła zguba.- zażartowała. Mężczyzna jak na komendę odwrócił się. Gdy dziewczyna zobaczyła jego twarz o mało co nie zemdlała. Zaczęło braknąć jej tchu. Złapała się szybko poręczy schodów, aby z wrażenia nie upaść. Nicole wpatrywała się w niego z szeroko otwartymi oczami. Nawet usta miała lekko otwarte. „To niemożliwe!- myślała - To nie może być on!”
- Nicole, to jest komodor Norrington. Będzie dzisiaj jadł z nami śniadanie.

**********

5 lat wcześniej…rok 1672

- Chodź tu mała!- krzyczał mężczyzna w białej peruce na głowie. Cały był w błocie. Gonił 15-letną blondynkę. Przebiegli już cały port i właśnie dobiegli do miasta. Dziewczyna uciekała aż zabrakło jej tchu. Zatrzymała się przed bramą patrząc wściekłym wzrokiem w nadbiegającego mężczyznę.
- Ha! I co teraz zrobisz panienko?- zapytał z przekąsem i złapał ją za ramiona – Przysięgam ci, że nie ominie cię kara.
- Ale proszę pana…co ja takiego zrobiłam?- zapytała z drwiącym uśmiechem blondyna. Jej niebieskie oczy ciągle wpatrywały się w człowieka stojącego przed nią.
- Nie udawaj, że nie wiesz małolacie.- warknął – Ale z chęcią ci przypomnę. Otóż próbowałaś wedrzeć się do więzienia w celu uwolnienia wszystkich więźniów. Potem popchnęłaś mnie, czyli komodora w błoto moja droga.- zakończył z złowieszczym uśmiechem.
„ Jest kiepsko.- pomyślała niebieskooka spuszczając głowę – Muszę szybko wymyślić jakąś ucieczkę albo będzie jeszcze gorzej.” Stali jeszcze chwilę w takiej ciszy, kiedy nagle blondyna podniosła głowę i spojrzała na komodora z kpiącym uśmiechem. Mężczyzna wpatrywał się w nią ze lekkim zdziwieniem. Patrzyli jeszcze chwilę sobie w oczy, gdy nagle…
- Ała! – krzyknęła z udawanym płaczem dziewczyna – Ja nic nie zrobiła-am.- łkała coraz głośniej. Komodor zauważył łzę spływającą po policzku dziewczyny. Zmieszał się trochę, ale cały czas mocno trzymał dziewczynę za ramiona. Nagle brama otworzyła się i wybiegła młoda kobieta. Spojrzała na komodora, potem na dziewczynę aż jej wzrok zatrzymał się na zaczerwienionych oczach blondyny.
- Co pan wyrabia?! – wrzeszczała kobieta podchodząc do nich. – Co pan sobie wyobraża?! To jest przecież dziecko! Ona ma 15 lat! Nie wstyd panu?!
Komodor jak oparzony odskoczył od dziewczyny. Niebieskooka spojrzała z triumfem na mężczyznę. Kobieta podeszła do blondyny i zatroskana klęknęła przed nią.
- Och Nicole…- przytuliła ją – Nic ci się nie stało? Twoja ciocia strasznie się martwiła gdzie ty jesteś. Pewnie znowu bawiłaś się z tymi dzieciakami w porcie?
Nicole tylko kiwnęła głową i pociągnęła nosem.
- Chodź dziecko…Zaprowadzę cię do domu.
Wstała i złapała Nicole za rękę i skierowała się do bramy. Nicole spojrzała na mężczyznę przez ramię. Stał cały czerwony na twarzy. Blondyna pokazała mu język, po czym zniknęła w bramie. Komodor był wściekły.
- Jeszcze się z tobą policzę.- mruknął, po czym odwrócił się i poszedł do portu.

**********

Nicole, Lily i komodor usiedli właśnie do stołu. Ciotka i Norrington pochłonięci byli rozmową. Nicole siedziała jakby nieobecna. Właśnie rozmyślała o tej sytuacji sprzed 5 lat. Zastanawiała się czy ją poznał. A może już o tej sprawie zapomniał? Z takich myśli wyrwał ją głos cioci Lily.
- Nicole…Czy coś się stało?
- Co? Nie ciociu…nic się nie stało…po prostu się zamyśliłam.- powiedziała z wymuszonym uśmiechem.
- A o czym to taka piękna dziewczyna jak ty myślała?- spytał czarująco komodor - Jeśli można wiedzieć oczywiście. – dodał szybko widząc jej mordercze spojrzenie.
- A nie można.- na jej twarzy pojawił się kpiący uśmiech. Taki sam jak 5 lat temu.
- Już gdzieś widziałem taki uśmieszek tylko nie mogę skojarzyć skąd…-powiedział mężczyzna tak cicho, że usłyszała go tylko Nicole.
„Cholera. –myślała - Całe szczęście, że nie przypomniało mu się, do kogo taki uśmiech należał” Nicole cicho odetchnęła z ulgą. „W sumie to 5 lat temu było bardzo zabawnie”- pomyślała i uśmiechnęła się pod nosem. Nagle coś się jej przypomniało.
- Ciociu?
- Tak, Nicole?
- Czy mogę już odejść od stołu?- spytała spokojnym głosem.
- Nicole…- zaczęła jej ciocia i ściszyła głos tak, że słyszała ją tylko blondyna – Przecież mamy gościa. To jest komodor. Tak nie wypada.
- Oj ciociu!- zawołała dziewczyna – Myślę, że pan komodor się nie obrazi jak teraz wyjdę, prawda proszę pana?
- Panno Lily.- powiedział powoli Norrington – Tak pięknej damie, jaką jest pani siostrzenica niczego bym nie odmówił.- uśmiechnął się zalotnie do Nicole.
Nicole odwzajemniła uśmiech, ale z wielka niechęcią. „A jak ty nie skończysz z tymi uśmiechami – myślała Nicole – to możesz być pewny, że ci nie odmówię zostawienia śladu mojej ręki na twojej twarzy.” Nicole w tym momencie wymownie spojrzała w sufit. Na szczęście nikt tego nie zauważył. Jej ciotka siedziała zamyślona, a komodor wpatrywał się w nią jak zahipnotyzowany.
-Hm…No dobrze. Możesz już odejść.- powiedziała Lily po dłuższej chwili milczenia.
Nicole z uśmiechem na twarzy wstała od stołu i już zmierzała do drzwi, kiedy drogę zastąpił jej komodor. Spojrzał na nią swoim czarującym uśmiechem, nie wiedząc, że na Nicole to nie działa, po czym zwrócił się do panny Rose.
- Nie ma pani nic przeciwko abym odprowadził pani siostrzenicę?
Nicole wpatrywała się w niego ze zdziwieniem. A nie pomyślał, że trzeba było najpierw ją zapytać czy ona tego chce? Nicole spojrzała przerażona na ciotkę, która wyglądała na zachwycona tym pomysłem. Niebieskooka wiedziała, co to oznacza. Przewróciła oczami i cicho jęknęła.
- Ależ to wyśmienity pomysł panie komodorze.- odpowiedziała mu radośnie Lily.
Komodor odwrócił się do Nicole i kolejny raz uśmiechnął się czarująco. Dziewczyna tylko zaśmiała się nerwowo. Nagle spoważniała i minęła Norringtona, który już wystawił ramię. Podeszła do wielkich, białych drzwi i po chwili za nimi zniknęła. Komodor wpatrywał się zdziwiony w drzwi. Chwilę później zobaczył w nich głowę Nicole.
- Idzie pan czy nie?- spytała zniecierpliwiona.
- Co?...Och…Tak. Już idę.- odpowiedział Norrington wyrwany z osłupienia. Pożegnał się z Lily i powoli skierował się do wyjścia. Lily obserwowała go dopóki nie zniknął za drzwiami. „Ach ci zakochani…” Na tą myśl uśmiechnęła się pogodnie i poszła do siebie poczytać książkę.

**********

Norrington i Nicole szli razem w ciszy w stronę portu. Komodor patrzył na blondynę z uwielbieniem już od 10 minut. Dziewczynę ta sytuacja zaczęła powoli denerwować. Zastanawiała się jak delikatnie ma mu powiedzieć, żeby przestał się gapić.
- Czy mógłby pan łaskawie przestać się na mnie patrzeć? – spytała zniecierpliwiona.
Komodor zmieszał się trochę i odwrócił wzrok. Nicole uśmiechnęła się w duchu. W końcu powiedziała mu coś, że poczuł się zmieszany i przestał się w nią wpatrywać jak w obrazek. Lecz nie było jej dane cieszyć się z tego zbyt długo. Mężczyzna znów spojrzał na nią z uśmiechem na ustach i powiedział:
- Ależ moja droga…- dziewczyna odnotowała sobie, że powiedział do niej „moja droga” – Jak mógłbym nie patrzeć na taką piękną osobę jak ty…
- A od kiedy to my jesteśmy na „ty”, proszę pana?- przerwała mu zdumiona Nicole zatrzymując się. Patrzyła na komodora otępiona. Przecież nie powiedziała nic takiego, co mógłby uznać za przejście do mówienia sobie po imieniu. Ten udawał, że nic nie zauważył i wziął ją pod rękę. Lekko ją pociągnął a ona posłusznie za nim poszła wciąż w stanie otępienia. Komodor szedł powoli, wpatrując się w statek oddalający się od miasta. Oboje nie zauważyli jak szybko doszli do portu.
- Moja droga…-zaczął. Te słowa wyrwały blondynę z otępienia. Spojrzała na niego ze złością, ale on zdawał się nie zauważać niczego poza oddalającym się statkiem. – Ja wiem, że możesz czuć się onieśmielona faktem, że osobiście znasz komodora – Nicole uniosła brwi - ale naprawdę nie masz się czym przejmować. Od dzisiaj mówmy sobie po imieniu, zgoda?
Dziewczyna chcąc nie chcąc kiwnęła głową na znak zgody. Nagle dotarło do niej, że doszli do portu.
- Przepraszam Cię, ale mam tu coś do załatwienia.- wskazała głową na port – Sądzę, że tu będziemy musieli się rozstać. Dziękuję Ci bardzo za twoje odwiedziny i towarzystwo.
Nicole uśmiechnęła się promiennie. Komodor ujął jej dłoń w swoją, po czym przyłożył ją do ust.
- Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś się spotkamy Nicole. Takiej dziewczyny jak ty jeszcze nie spotkałem. Do zobaczenia.
Puścił jej dłoń, obrócił się i pomaszerował w głąb miasta zostawiając blondynę przed portem. „Taaa…a ja mam nadzieję, że już nigdy nie zobaczę tej twojej parszywej gęby.”- pomyślała. Przewróciła oczami, kręcąc głową. Odwróciła się do morza i poszła załatwić pewną sprawę w porcie.

**********

Nicole zatrzymała się w połowie schodów, po których właśnie schodziła. Omiatała wzrokiem wszystkie statki stojące przy brzegu. Jej uwagę przykuł dość duży statek, przy którym kręciło się mnóstwo osób. Zapewne szykował się do odpływu. Nicole nie zastanawiając się dłużej zbiegła ze schodów i podeszła spokojnym krokiem do człowieka, który wyglądał jej na kapitana. Był to niski i gruby mężczyzna ubrany w pozłacany strój i z białą peruką na głowie.
- Dzień dobry.- powiedziała radośnie.
- Dzień dobry.- odpowiedział jej obojętnie nie zaszczycając nawet spojrzeniem.
- Jest pan kapitanem tego statku?
- Tak.- spojrzał na nią i nieco się zdziwił.- A co panienka chciała?
- Dowidzieć się gdzie ten statek płynie.
- Do Port Royal panienko.
- A o której? – w jej oczach pojawił się błysk.
- Za pół godziny. Po co to wszystko panience?
- Tak sobie pomyślałam…czy nie mógłby pan mnie zabrać ze sobą? Zapłacę ile pan będzie chciał.
Mężczyzna wpatrywał się w nią z niedowierzaniem. Nie wiedział, co ma odpowiedzieć. Kobieta na statku handlowym? Jeszcze czego. Po chwili chrząknął i zwrócił się do dziewczyny.
- Przykro mi, ale nie mogę panienki zabrać.
Nicole nie mogła w to uwierzyć. Zgasła jej nadzieja na ucieczkę od tego życia. A tak na to czekała. Myślała, że jak w grę wchodzą pieniądze to zabierze ją bez wahania. Postanowiła jednak nie poddawać się.
- Zapłacę ile pan będzie chciał tylko proszę mnie stąd zabrać!- spojrzała na niego proszącym wzrokiem. Widać było, że kapitan zmiękł trochę na widok jej oczu. Przez chwile patrzyli sobie w oczy. W końcu odezwał się mężczyzna.
- No niech już będzie…- blondyna z radości podskoczyła i klasnęła w dłonie. Odwróciła się i zaczęła biec do miasta.
- Tylko niech się panienka pospieszy!- krzyknął za nią, ale ona już go nie słyszała. Gnała ile sił przez miasto. Udało się. W końcu wyrwie się z tej dziury. Tak długo na to czekała. Radość tak ją rozpierała, że nie zważała na to, że w biegu kogoś przewraca. Po 5 minutach dobiegła do domu. Sama się zdziwiła, że potrafi tak szybko biegać. Po cichu weszła do środka. Nie chciała, aby ciotka ją usłyszała. Wiedziała, że chciałaby się dowiedzieć jak było na „spacerze” z komodorem. Nie mogła do tego dopuścić. Nie zdążyłaby na statek. Na palcach podeszła do salonu. Widok, jaki tak zastała pozwolił jej odetchnąć z ulgą. Jej ciotka spała na fotelu z książką na kolanach. Nicole uśmiechnęła się pod nosem i poszła po cichutku do siebie. Zamknęła za sobą drzwi i zaczęła chaotycznie się pakować do małej torby. Wrzuciła do niej dwie sukienki, oczywiście bieliznę, scyzork od Cate, pieniądze i jakieś mapy, które grzecznie leżały w szufladzie biurka. Założyła czarny płaszcz, który aktualnie leżał na podłodze. Została ostatnia rzecz do znalezienia. Szybko podeszła do szafy. Nerwowo wyrzucała z niej ubrania. Spojrzała na zegar, który wisiał nad biurkiem. Była godzina 9:45. Za 15 minut odpływał statek. W szafie znalazła kawałek pergaminu. Szybkim krokiem znalazła się przy stoliku, na którym leżały pióra i atrament. Chwyciła jedno i zamoczyła w atramencie. Napisała pospiesznie na nim parę słów wyjaśnienia dla cioci. Nagle poderwała głowę. Usłyszała jak ktoś wchodzi po schodach. „To na pewno Rosmerta.”- pomyślała. Wzięła kartkę i powróciła do poszukiwań w szafie. Po chwili uśmiechnęła się do siebie i odwróciła się do okna. Czekała na Rosmertę. Czuła, że tu wejdzie. Nie rozczarowała się. Po chwili do pokoju weszła pokojówka. Zdziwiła się na widok blondynki w pokoju ubranej w czarny płaszcz podróżny.
- Niech panienka wybaczy, że weszłam tu bez pukania, ale nie słyszałam jak panienka wróciła.
- Bo nie miałaś słyszeć.- odpowiedziała jej oschłym głosem.
- Czy panience coś dolega?- spytała przerażonym głosem. Dopiero teraz rozejrzała się po pokoju. Wyglądał tragicznie. Wszędzie walały się ubrania.
- Panienko! Co tu się stało?- wydała zduszony odgłos. Jej wzrok zatrzymał się na torbie trzymanej przez Nicole.- Panienka chyba nie ma zamiaru uciekać?
Nicole uśmiechnęła się kpiąco. Odwróciła się mierząc pistoletem w Rosmertę.
- Tak Rosmerto. Mam taki zamiar.
Czarnowłosa wpatrywała się w wymierzoną w siebie lufę. Była przerażona.
- Nie pozwolę panience nigdzie pójść!- krzyknęła piskliwymi głosem i stanęła w drzwiach.
- Nie krzycz idiotko, jeśli ci życie miłe.- blondyna zdenerwowała się i odbezpieczyła pistolet.- Mam zamiar uciec i ty kretynko mi w tym nie przeszkodzisz.- dziewczyna zbliżała się powoli do służącej. Jej twarz zatrzymała się 3 cale przed twarzą Rosmerty. Pistolet przyłożyła jej do skroni.
- A teraz zejdź mi z drogi albo cię zastrzelę.- wysyczała niebieskooka. Pokojówka wystraszona posłusznie wyszła z przejścia. Nicole wyszła z pokoju. Zbiegła po schodach kierując się do salonu. Podeszła cicho do śpiącej cioci. Delikatnie zdjęła książkę z jej kolan i położyła na stoliku obok. Spojrzała na twarz Lily. Po policzku spłynęła jej łza, którą szybko wytarła wierzchem dłoni. Będzie za nią tęsknić, ale musi pomścić swoją matkę i zrealizować pirackie marzenia. Nachyliła się nad jej twarzą i pocałowała ją w czoło. Odchodząc zostawiła na książce pergamin z wyjaśnieniem. Nie zastanawiając się nad niczym schowała broń do torby i wyszła z domu. Wiedziała, że ma coraz mniej czasu, aby dotrzeć do portu, ale nie mogła się powstrzymać, aby spojrzeć ostatni raz na ten wspaniały dom, w którym dorastała. W bramie odwróciła się i spojrzała na ten cudowny budynek. Jej niebieskie oczy zaszkliły się łzami. Odwróciła wzrok i pociągnęła nosem. Uspokoiła się i zarzuciła kaptur na głowę. Nagle puściła się biegiem do portu. Nie myślała nad niczym. Teraz liczyło się tylko to, aby zdążyć na statek. Znów biegła przez miasto. Serce biło jej jak oszalałe. Ile czasu jej zostało? A może się spóźniła i statek odpłynął? Dobiegła do portu. Zobaczyła jak statek wyraźnie na nią czeka. Uśmiechnęła się w duchu. Wbiegła do statku po desce. Nagle doskoczył do niej kapitan.
- Spóźniłaś się panienko! I to 10 minut!- krzyczał mężczyzna.
- Niechże się pan uspokoi. Już możemy płynąć. A tak w ogóle…to ile pan chce za zabranie mnie na statek?
Kapitan zmieszał się tym pytaniem i wymamrotał coś niezrozumiałego.
- Mógłby pan powtórzyć, bo nie usłyszałam.
- Panienka nie musi nic płacić. Robię to z czystej dobroci.- bąknął i zniknął wśród załogi wykrzykując polecenia. Nagle do blondyny podszedł mały chłopiec. Wyglądał, na co najmniej 13 lat.
- Kapitan kazał mi abym zaprowadził panienkę do kajuty. Proszę iść za mną.
Nicole zdziwiona manierami chłopca posłusznie za nim poszła. Doszli do miejsca gdzie znajdowały się dwie pary drzwi. Chłopiec otworzył drzwi na lewo i gestem ręki zaprosił dziewczynę do środka. Niebieskooka wciąż pod wrażeniem manier dzieciaka nieśmiało weszła do pomieszczenia.
- Niech się panienka czuje jak u siebie.- powiedział chłopak i zamknął drzwi. Nicole rozglądała się po kajucie. Stało tam pozłacane łóżko, regał z mnóstwem książek, złoty fotel, kufer oraz biurko ze złotymi akcentami. Nicole podeszła do fotela i położyła na nim torbę a sama rzuciła się na łóżko. „Teraz wszystko się zmieni”- pomyślała i po chwili zasnęła.
komentarze [53]

Prolog >> wtorek, 16 stycznia 2007 19:00:24
A więc w końcu napisałam tę pierwszą notke...mam nadzieję, że się wam spodoba...to moje pierwsze opowiadanie więc błędy mogą mi się zdarzyć...(ej nie krytykujcie mnie, aż tak bardzo :D:D - żart) To tylko prolog ale mam nadzieje, że się wam bardzom spodoba :) Zapraszam do czytania...acha...chciałam podziekować Axel która zrobiła dla mnie szablon i avek :*


Port Manson rok 1670

Szubienica…Widać człowieka, który czeka na egzekucję. Po lewej stronie stoi kat niecierpliwiąc się, kiedy wykona wyrok. Po prawej stronie jest notariusz ze zwojem papieru, na którym zapisane są zbrodnie skazańca. Niepewnie rozgląda się po tłumie szukając gubernatora. W tym czasie przez tłum przeciska się dziewczynka o niebieskich oczach i blond włosach. Gdy stanęła przed szubienicą widok, jaki tam zobaczyła wprawił ją w stan osłupienia.
- Tato…- szepnęła. Teraz wiedziała dlaczego matka nie chciała przyjść. Na szubienicy stał jej ojciec. Dziewczyna miała oczy pełne łez. Nie wiedziała, co ma robić. „Pobiec i błagać o litość?- pomyślała – a może rzucić się na ziemie i zacząć ryczeć na całego?” Z tych myśli wyrwał ją głośny płacz kobiety stojącej obok niej. Dziewczynka odwróciła się w jej stronę.
- Dlaczego pani płacze?- spytała przez łzy.
- Tam stoi mój ukochany! – kobieta zanosiła się płaczem coraz głośniej. Blondynka stanęła jak wryta. Teraz przed oczami migały jej obrazy…Obrazy, na których jej ojciec mówił jej mamie jak bardzo ją kocha…Jak obdarowuję ją prezentami, wciąż powtarzając jak bardzo ją kocha…Okazało się, że miał inną kobietę. Kłamał. Po poliku dziewczyny spłynęła łza. Podbiegła do ojca i spojrzała na niego zaszklonymi oczami. Stała tak chwilę, po czym zaczęła uderzać pięściami w jego piersi ciągle łkając.
- Córeczko…- wyszeptał głosem pełnym smutku. Cały czas obserwował tę kobietę, która wciąż płakała. Wiedział, o co chodzi małej. Natomiast notariusz w tej chwili zaczął czytać przestępstwa, których dopuścił się jej ojciec.
- Córeczko kochana…
- Nie nazywaj mnie tak!- krzyczała – Słyszysz?! Nie mów tak do mnie nigdy więcej! Jesteś wrednym kłamcą!
Notariusz przerwał i skinął głową na żołnierza stojącego, obok aby odciągnął dziewczynkę. Żołnierz złapał ją w pasie i zniósł z szubienicy. Ona jednak nie dała za wygraną. Kręciła się, wyrywała, szarpała, ale wszystko na nic. Postanowiła się wydzierać.
- Nienawidzę cię! Jesteś skończonym kretynem! Zasługujesz na tą śmierć!- ludzie patrzyli na nią z przerażeniem. Nikt jeszcze, bowiem nie życzył śmierci własnemu ojcu.
- Oszukałeś nas!- nie przestawała- Oszukałeś mnie i mamę! Jak mogłeś?! Nienawidzę cię! Słyszysz?! NIENAWIDZĘ CIĘ!!!!!
Notariusz w tym momencie skończył czytać i rozkazał katowi wykonać wyrok. Dziewczyna stała trzymana przez żołnierza i ciągle krzyczała. Jej ojciec patrzył na nią wzrokiem pełnym smutku i przerażenia. Po jego poliku spłynęła łza. Dopiero teraz zrozumiał ile krzywdy wyrządził rodzinie. Doskonale wiedział, że na nic innego nie zasłużył niż na śmierć. Teraz już czekał dumnie, aż kat zakończy jego żywot. Kat powoli pociągnął za dźwignię. Gdy człowiek już zawisł, na placu potoczył się głośny płacz tej kobiety. Ludzie zaczęli się rozchodzić. Natomiast dziewczynka wtuliła się do żołnierza i długo nie mogła dojść do siebie.


**********

Kilka godzin później

Dziewczynka od godziny siedziała przed wielką bramą. Musiała doprowadzić się do porządku zanim stanie przed mamą. Oczy wciąż miała czerwone i ciągle się trzęsła. Obok niej siedziała druga dziewczyna. Miała długie czarne włosy i piwne oczy. Jednym ramieniem objęła przyjaciółkę.
- Nicole…- zaczęła – Nie warto…Słyszysz? Nie warto płakać przez kogoś, kto nie docenił tego, co miał…- próbowała ją jakoś pocieszyć, ale bez skutku.
- Ale Cate zrozum…to był mój ojciec…
- Tak wiem. Ale ojciec czy nie postąpił źle i nie jest wart żadnej twojej łzy.
Nicole rozchmurzyła się trochę. Siedziały nadal w ciszy. Nicole wpatrywała się w zachód słońca. Żadna z dziewczyn nie zorientowała się, że siedzą tu już tak długo.
- Nicole…-zaczęła czarnowłosa wstając.
- Hm? – do Nicole po chwili dotarło, że jej przyjaciółka wstała.
- Słuchaj…muszę już iść…dzisiaj jadę do Londynu…i…wątpię, żebyśmy się kiedykolwiek spotkały…- oczy dziewczyny zaszkliły się łzami.
- Cate…- Nicole wstała. Popatrzyły na siebie, po czym przytuliły się mocno głośno łkając.
- Jeszcze jedno…- powiedziała zapłakana Cate i wciągnęła z torebki mały scyzoryk.- Weź to ode mnie na pamiątkę.
- Skąd ty to masz?- spytała przez łzy Nicole.
- Podwędziłam ojcu. Ma takich kilka.
Dziewczyny nieśmiało się zaśmiały. Te chwilę ciszy przerwała Cate.
- Mam nadzieje, że jak na to spojrzysz to zawsze sobie mnie przypomnisz.
- Och Cate…Nawet nie myśl, że mogłabym cię zapomnieć.- dziewczyny znowu przytuliły się do siebie. Stały tak chyba z 10 minut, kiedy w końcu czarnowłosa odsunęła się delikatnie i zaczęła iść w kierunku portu.
- Żegnaj! Albo raczej do zobaczenia!- krzyknęła i pomachała przyjaciółce.
- Do zobaczenia!- krzyknęła za nią Nicole. Teraz czuła się już lepiej. Nie myślała już o ojcu. Teraz rozmyślała czy jeszcze kiedyś zobaczy Cate. Ściskając scyzoryk, odwróciła się i przeszła przez bramę. „Mama będzie się wściekać, że tak późno przychodzę…”- pomyślała i puściła się biegiem do drzwi.

**********

Dziewczyna na palcach weszła do domu. „Może mama nie zorientowała się, że tak długo mnie nie było.- myślała - Może myśli, że siedzę grzecznie w pokoju i…” Niestety z tych myśli wyrwał ją głos mamy.
- Nicole! Co ty sobie wyobrażasz?- mama była wściekła. Nicole wiedziała co to oznacza. Szlaban.- Nawet nie wiesz jak się o ciebie martwiłam. Gdzie byłaś?!
„Świetnie. Teraz jeszcze przesłuchanie”- pomyślała a jej oczy ponownie zaszkliły się łzami.
- Odpowiadaj jak się pytam!
- Oglądałam egzekucję ojca!- krzyknęła przez łzy – Wystarczy?!
Mama wyglądała jakby miała za chwilę zemdleć. Nicole poczuła łzę spływającą po policzku. Szybkim ruchem ręki starła łzę, aby jej mama nic nie zauważyła.
- A więc jednak…- wyszeptała jej matka – Jednak go powiesili…- zaczęła płakać. Nicole chciała powiedzieć jej jeszcze, że ojciec miał inną kobietę, ale gdy zobaczyła jej łzy postanowiła, że nie będzie jej prowokować do kolejnego płaczu.
- Mamo…- powiedziała cichym głosem, lecz nagle usłyszała kopyta koni zatrzymujących się przed jej domem. Jej mama jak na rozkaz się podniosła. Złapała Nicole pod rękę i pobiegła na górę zatrzymując się dopiero w pokoju córki.
- Mamo, co się dzieje?- spytała przerażona dziewczyna, gdy usłyszała odgłosy walki na dole. Mama zdjęła z szyi medalion i dała go córce.
- Nicole. Weź to. Spakuj swoje rzeczy i uciekaj przez okno do cioci Lily i nikomu nie mów, że jesteś moją córką dobrze?
- Ale mamo…-dziewczyna miała łzy w oczach.
- Musisz. To dla twojego dobra. Ci ludzie mnie szukają. Zabiją ciebie również jak dowiedzą się, że jesteś moją córką, rozumiesz?
- T-aaa-kk- po jej twarzy lały się łzy. – Mamo…Kocham cię.- przytuliła się do matki najmocniej jak potrafiła.
- Ja ciebie też córeczko…-odpowiedziała jej cichym, załamującym się głosem. Jej piękne brązowe oczy zaszkliły się łzami. „Przykro mi, że cię w to wplątałam…”- pomyślała. Puściła Nicole, gdy usłyszała coraz głośniejsze głosy.
- Szybko! Zabierz tylko to, co niezbędne! Już tu idą.- Nicole biegała po pokoju pakując do worka rzeczy. Gdy skończyła, ostatni raz uścisnęła matkę, po czym podbiegła do okna. Spojrzała w dół. Było strasznie wysoko. „Teraz albo nigdy” pomyślała. Siedziała już na parapecie po drugiej stronie okna. Musiała skoczyć. Spojrzała ostatni raz na matkę. Obie miały łzy w oczach. Nicole odwróciła się, zamknęła oczy i skoczyła. Wylądowała na nogach.
- Nie było aż tak źle.- mruknęła i pobiegła ile sił w nogach do lasu. Tam stanęła, aby obejrzeć, co dzieje się w domu. W tym czasie do pokoju, w którym była jej matka, wszedł wysoki mężczyzna. Brązowe włosy i broda nadawały mu tajemniczy, a zarazem przerażający wygląd. Swoimi czarnymi oczami zlustrował cały pokój, po czym jego wzrok zatrzymał się na kobiecie.
- Proszę, proszę…Kogo my tu mamy…Emily…Tyle lat minęło, od kiedy widziałem cię po raz ostatni…No proszę…Cóż za miłe spotkanie.- zadrwił. Jego głos był gruby i ponury.
- Michael Bardott…- na jej twarzy pojawił się kpiący uśmiech – Ach…nie mogę znaleźć słów, które oddadzą jak bardzo cieszę się z tego spotkania…wyobraź sobie, że jesteś ostatnią osobą, którą chciałabym zobaczyć…- urwała, bo Michael zbliżał się do niej z szablą.
- Emily, Emily, Emily…chyba wiesz, co mnie tu do ciebie sprowadza.
- Wyobraź sobie, że nie bardzo.- odpowiedziała. Na jej twarzy wciąż znajdował się kpiący uśmieszek. Szabla Bardotta zatrzymała się kilka centymetrów przed jej szyją.
- Gdzie on jest Emily? Gdzie go ukryłaś?
- Nie mam pojęcia, o czym mówisz.
- Nie baw się ze mną!- krzyknął rozwścieczony – Dobrze wiem, że go masz…Tylko gdzie?
- Ale widzisz…ja wciąż nie mam pojęcia, o czym ty mówisz.
- MEDALION!!- zauważył, że twarz Emily zrobiła się nagle poważna –Dobrze wiesz, o czym mówię…o TYM medalionie…- pokazał je strasznie pomiętą kartkę. Na kartce znajdował się rysunek medalionu.
- Nie przypominam sobie nic takiego.- powiedziała to stanowczo i odwróciła głowę.
- A więc postaram się odświeżyć ci pamięć...15 lat temu wyruszyłaś z piratami w górę rzeki…do Tia Dalmy…Chciałaś się dowiedzieć, co to za medalion, który był narysowany na tej kartce…- wymachiwał tą kartką tuż przed jej twarzą - Tia Dalma opowiedziała nam to i owo o tym medalionie, a także dała nam wskazówkę gdzie go znaleźć…poszukiwania zajęły nam 3 dni, ale opłacało się…znalazłaś go…załoga oczywiście myślała, że ta wyprawa była na próżno, bo powiedziałaś im, że nic nie znalazłaś…jednej osobie powiedziałaś prawdę…tą osobą byłem ja…miałaś do mnie zaufanie…powoli zakochiwałaś się we mnie…nawet nie wiesz jak bardzo cię wtedy kochałem…- na te słowa Emily przeszedł dreszcz. „Ochyda”- pomyślała.- Tak, tak…ale ty przestraszyłaś się tego uczucia…później wyczułaś jak bardzo pragnąłem tego medalionu…pragnąłem tego medalionu bardziej niż twojej miłości…ale to też wyczułaś…tak więc uciekłaś na pierwszej lepszej wyspie i tyle cię widzieliśmy…
- Do tej pory uważam, że postąpiłam słusznie.
- Wiesz co? Nudzą mnie już te pogawędki.- Emily wpatrywała się w lufę, która była w nią wymierzona – Gadaj gdzie on jest?!
- Tu go nie ma!
- A więc szkoda. Żegnaj Emily Rose-Duncan.
Nicole podskoczyła usłyszawszy strzał pistoletu. Jej oczy kolejny raz w tym dniu zaszkliły się łzami.
- Mamo…- wyszeptała i ujrzała przerażającego człowieka wychodzącego z domu. Nicole przypomniała sobie, że mama kazała jej uciekać do cioci. Ciągle płacząc Nicole pobiegła w stronę portu. Zatrzymała się dopiero przed niewielkim domkiem swojej cioci który stał obok portu. Mocno zapukała w drzwi. Otworzyła jej kobieta w starszym wieku. Włosy miała czarne i upięte w kok. To była jej ciocia. Lily Rose.
- Matko święta! Nicole! Dziecko co się stało?- zapytała widząc, że po polikach dziewczyny spływają łzy.
- Jakiś pan zastrzelił mamę. I mama kazała mi przyjść do cioci.- odpowiedziała jej pociągając nosem.
- Oh kochanie…-ciocia przytuliła Nicole – Choć do domu…opowiesz mi to jeszcze raz jutro jak się uspokoisz…- Lily była zszokowana. Jej siostra została zamordowana. Nie wiedziała nawet przez kogo. Jakoś nie mogło to do niej dotrzeć. Stały tak jeszcze przez chwilę zszokowane. Gdy weszły już do środka Nicole wiedziała jedno…Jak dorośnie pomści swoją matkę…

komentarze [18]



One, two, Freddy's coming for you!
Three, four, better lock your door!
Five, six, grab your crucifix!
Seven, eight, gonna stay up late!
Nine, ten, never sleep again!



|Nicole Duncan|



Book


Dodaj mnie do swojej załogi

O mnie

---------
.:Rozdziały:.
Prolog
Rozdział I

---------

|Godni uwagi|

malakavianailandremus-and-katiakapitan-alicpirates-of-the-caribbean-storykeira-worldhermione-granger

Piraci
Wiktoria Donovan
Blogas o piratach
Annie van Marine



Należe do:

---------

LAY:


Html stworzony przez Axel
Całość zasila Mylog.pl
Obrazki stąd.
©Copyright by A.T.
Za kradzież wieszam na rei!!!